
Kiedy można zacząć zasadzać rośliny? Ta data uchodzi za bezpieczną
Po Pankracym, Serwacym i Bonifacym tradycja każe wyglądać Zimnej Zośki — 15 maja w polskich ogrodach to data, po której uchodzi za bezpieczne sadzenie roślin wrażliwych na przymrozki. To nie tylko ludowe powiedzenie: w klimatologii Polski rzeczywiście można wyróżnić maksimum spływów chłodnego powietrza w drugim tygodniu maja.
Skąd pochodzi nazwa zimni ogrodnicy?
Według wieloletnich opracowań klimatologicznych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW-PIB) okres od 12 do 15 maja od dawna znajduje się w polskim kalendarzu rolniczym pod znakiem trzech męskich patronów — Pankracego, Serwacego i Bonifacego — oraz zamykającej serię Zofii, znanej w polszczyźnie jako Zimna Zośka. Pochodzenie samej nazwy jest religijne, lecz przylgnęła do niej trwała obserwacja meteorologiczna: w drugiej dekadzie maja w Polsce regularnie pojawiają się ostatnie w sezonie przymrozki radiacyjne i adwekcyjne.
Zjawisko opisali już w XIX wieku obserwatorzy stacji w Warszawie i Krakowie. W kolejnych dziesięcioleciach potwierdziły je serie pomiarowe z Wrocławia, Poznania i Suwałk — to właśnie one stały się podstawą tzw. klimatologicznej anomalii majowej, czyli krótkiego, ale wyraźnego spadku średniej dobowej temperatury w stosunku do trendu sezonowego.
Mechanizm: arktyczna adwekcja po wiosennym ociepleniu lądu
Synoptycznie wyjaśnienie jest dość proste. W pierwszej połowie maja kontynent europejski ogrzewa się szybciej niż otaczające go akweny: Bałtyk i Morze Norweskie wciąż są chłodne, a różnica temperatur między lądem a oceanem sprzyja częstemu układaniu się układów barycznych w taki sposób, że niż znad północnego Atlantyku przenosi w naszą stronę masy powietrza arktyczno-morskiego (mPA). Ta masa spływa znad Norwegii i Morza Północnego, omija Skandynawię od zachodu i wlewa się nad Polskę z północy lub północnego zachodu.
W bezchmurną noc, przy słabym wietrze, do tego efektu adwekcji dochodzi jeszcze wypromieniowanie ciepła z powierzchni ziemi — czyli klasyczny mechanizm przymrozku radiacyjnego. Gdy temperatura w budce meteorologicznej na wysokości 2 m schodzi do +1°C, przy gruncie może być nawet −3°C, a kwiaty truskawek czy młode pędy fasoli są wrażliwe już przy lekko ujemnych wartościach.
Czy zjawisko nadal występuje w erze ocieplenia?
Tu odpowiedź nie jest oczywista. W długoletnich seriach IMGW-PIB widać, że średnia majowa temperatura w Polsce rośnie — w nowej normie klimatycznej z lat 1991–2020 jest o ok. 1°C wyższa niż w referencyjnym oknie 1961–1990. Częstotliwość bardzo silnych przymrozków majowych w nizinnej części kraju spada. Mimo to mechanizm spływu arktycznego powietrza nie zniknął i potrafi w pojedyncze noce dawać przymrozki nawet w pierwszej dekadzie czerwca.
Co więcej, paradoksalnie, cieplejsza wiosna może zwiększać szkody. Im wcześniej drzewa owocowe wchodzą w fazę kwitnienia, tym dłuższe okno trafienia w przymrozek. W ostatnich kilkunastu sezonach polskie sadownictwo notowało dotkliwe straty z tytułu przymrozków w drugiej połowie kwietnia oraz właśnie w okolicach 10–17 maja.
Co to oznacza dla ogrodników i rolników?
Tradycyjne zalecenie ogrodnicze — pomidory, papryki i fasolę wystawiać do gruntu po Zimnej Zośce — wciąż jest sensownym kompromisem między ryzykiem przymrozku a długością sezonu wegetacyjnego. IMGW-PIB w okresie od początku maja do połowy czerwca publikuje prognozy przymrozkowe w komunikacie biometeorologicznym (biometeo.imgw.pl), a Rządowe Centrum Bezpieczeństwa może w razie potrzeby uruchomić alert SMS dla rolników i sadowników w zagrożonych powiatach.
Źródło: IMGW-PIB / RCB




