
Tragiczny bilans kataklizmu w Himalajach. Ponad tysiąc ofiar, tysiące osób zaginionych
Liczba ofiar potężnej powodzi błyskawicznej, która nawiedziła pogranicze Nepalu i Tybetu, przekroczyła tysiąc. Służby potwierdziły śmierć co najmniej 1003 osób. Los ponad 4,4 tys. ludzi pozostaje nieznany, a ekipy ratownicze próbują dotrzeć między innymi do pracowników uwięzionych w tunelach elektrowni wodnych.
Nepalskie służby poinformowały we wtorek, 1 września o odnalezieniu ciał 987 ofiar katastrofy. Kolejnych 16 osób zginęło po chińskiej stronie granicy, w Tybecie. Oznacza to, że oficjalny bilans powodzi wzrósł do co najmniej 1003 ofiar śmiertelnych.
Liczby mogą jednak nadal rosnąć. Po obu stronach granicy poszukiwane są obecnie 4462 osoby – 3916 w Nepalu oraz 546 w Tybecie. Wśród zaginionych znajduje się łącznie 844 obcokrajowców pochodzących z ponad 30 państw.
Jeszcze w poniedziałek nepalska agencja ds. zarządzania kryzysowego informowała o 903 zabitych oraz ponad 4,2 tys. zaginionych. Wcześniejsze komunikaty mówiły natomiast o 752 ofiarach śmiertelnych i około 2,5 tys. osób, z którymi nie udało się nawiązać kontaktu. Tak gwałtownie zmieniający się bilans pokazuje skalę zniszczeń oraz trudności, z jakimi mierzą się ratownicy docierający do odciętych miejscowości.
Ściana wody, błota i skał runęła na doliny
Katastrofa rozpoczęła się w środę 26 sierpnia w rejonie pasma Langtang, położonego w pobliżu granicy Nepalu z Tybetem. Według wstępnych ustaleń fragment lodowca oderwał się i runął z dużej wysokości do doliny. Masa lodu, skał i ziemi wywołała potężną falę, która przedostała się do systemu rzecznego.
W ciągu kilkudziesięciu minut przez doliny przetoczyła się ściana wody, błota i rumowiska. Niszczyła domy, drogi, mosty, linie energetyczne oraz obiekty przemysłowe. Szczególnie mocno ucierpiały tereny wzdłuż rzek Bhote Koshi i Trishuli oraz dystrykty Rasuwa i Nuwakot.
Według informacji przytaczanych przez Reutersa fala przemieściła się na odległość około 168 kilometrów od granicy nepalsko-chińskiej. Zniszczonych lub uszkodzonych zostało co najmniej 19 mostów i około 40 kilometrów dróg. Kataklizm doprowadził również do wyłączenia ponad 10 proc. potencjału energetycznego Nepalu.
Skala żywiołu była tak duża, że część ciał została porwana przez rzeki i odnaleziona daleko od miejsca katastrofy, także na terytorium Indii. Ich identyfikacja wciąż trwa.
Setki pracowników mogą być uwięzione pod ziemią
Jednym z najtrudniejszych elementów operacji jest dotarcie do pracowników elektrowni wodnych. Początkowo na listach zaginionych znajdowały się 933 osoby pracujące przy sześciu obiektach hydrotechnicznych w dolinach rzecznych.
Według najnowszych informacji około 639 osób może nadal znajdować się na terenach zniszczonych elektrowni, w tym w zalanych i zasypanych tunelach. Ratownicy zdołali wydostać z tych miejsc blisko 300 pracowników.
Dostęp do podziemnych korytarzy blokują błoto, skały i fragmenty zniszczonej infrastruktury. Ekipy wypompowują wodę oraz wykorzystują koparki, spychacze i ciężki sprzęt do przebijania przejść. Akcję utrudniają niestabilne zbocza, uszkodzone drogi, opady deszczu i brak sprawnej łączności.
W działaniach uczestniczą tysiące żołnierzy, policjantów, ratowników i ochotników. Wspierają ich specjalistyczne zespoły z Chin i Indii. Do odciętych terenów wysyłane są śmigłowce, drony, urządzenia do wykrywania oznak życia oraz mobilne laboratoria pomagające w identyfikacji ofiar.
Łącznie uratowano już ponad 11 tys. osób. W części regionu udało się przywrócić dostawy energii, łączność i przejezdność dróg, co pozwoliło na dostarczenie pomocy mieszkańcom pozbawionym domów.
Czy można było wcześniej ostrzec mieszkańców?
Katastrofa ponownie wywołała dyskusję na temat systemu wymiany informacji pomiędzy Nepalem i Chinami. Nepalscy hydrolodzy już kilka miesięcy wcześniej zabiegali o dostęp do dokładniejszych danych dotyczących poziomu rzek, stanu lodowców oraz zagrożenia lawinami i powodziami lodowcowymi.
Gdy fala dotarła do przejścia granicznego w Tybecie, część urządzeń pomiarowych została szybko zniszczona. Nepalskie służby rozesłały ostrzeżenia na telefony mieszkańców, jednak w wielu miejscach na ewakuację pozostało bardzo niewiele czasu.
Specjaliści podkreślają jednocześnie, że przewidzenie nagłego oderwania się fragmentu lodowca jest niezwykle trudne. Potencjalnie niebezpieczne obszary znajdują się często na wysokości przekraczającej 5 tys. metrów, gdzie montaż i utrzymanie urządzeń pomiarowych są poważnym wyzwaniem. Obserwacje satelitarne utrudniają natomiast śnieg, lód, zachmurzenie i strome ukształtowanie terenu.
Nepal chce rekompensat klimatycznych
Władze Nepalu łączą katastrofę z postępującymi zmianami klimatu i niestabilnością himalajskich lodowców. Premier Balendra Shah zapowiedział, że jego kraj będzie zdecydowanie podnosić tę sprawę na forum międzynarodowym.
Nepal zamierza zabiegać o rekompensaty klimatyczne od największych światowych emitentów, w tym Chin, Stanów Zjednoczonych i Indii. Rząd ma także wystąpić o wsparcie z międzynarodowego Funduszu Reagowania na Straty i Szkody. Przedstawiciele nepalskich władz przekonują, że ich państwo odpowiada jedynie za niewielką część globalnej emisji gazów cieplarnianych, a ponosi ogromne konsekwencje ocieplenia klimatu.
Naukowcy od dawna ostrzegają, że himalajskie lodowce topnieją coraz szybciej. Powiększające się jeziora lodowcowe, niestabilne zbocza oraz gwałtowne zjawiska pogodowe zwiększają ryzyko kolejnych powodzi, lawin i osuwisk.
Operacja ratunkowa w Nepalu i Tybecie nadal trwa. Służby zastrzegają, że liczba zabitych oraz zaginionych może się zmieniać wraz z docieraniem ekip do następnych odciętych dolin i miejscowości.




